Czemu górnicy śpiewają na karczmach i biesiadach?
Barbórka to nasze wspólne dziedzictwo
W 2018 roku „Barbórka górników węgla kamiennego na Górnym Śląsku” wpisana została na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Jednym z elementów święta – poza nabożeństwami, pobudkami czy uroczystymi akademiami – są karczmy piwne i biesiady górnicze. Zgodnie z wnioskiem, w ich trakcie:
zgromadzeni górnicy śpiewają pieśni górnicze i biesiadne, czemu towarzyszy konsumpcja piwa. Odbywają się one (karczmy i biesiady – przyp. red)] zazwyczaj według przyjętego wcześniej scenariusza, uwzględniającego także elementy przedstawień o charakterze kabaretowym w wykonaniu uczestników. (…) Od początku lat 2000. równolegle do karczmy piwnej funkcjonują biesiady piwne. Są one (…) wydarzeniem rodzinnym, często organizowanym oddolnie przez depozytariuszy, związki zawodowe, stowarzyszenia, instytucje kultury i parafie. Biorą w nich udział górnicy ze współmałżonkami lub całymi rodzinami[1].
Mylą się jednak ci, którzy uważają, że jest to zwykła zabawa przy piwie. Karczmy i biesiady mają ogromne znaczenie wspólnototwórcze i tożsamościowe. Wspólne świętowanie wspiera włączanie się w zasięg górniczych wartości, a także jest pomocne w kształtowaniu się więzi międzyludzkich, co w przypadku górników stale przebywających w warunkach zagrożenia życia jest niezmiernie istotne. Między innymi z tych powodów obchody Barbórki, w tym wspólne śpiewanie przy piwie, decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 10 lipca 2018 roku zostały uznane za dobro narodowe – dziedzictwo wszystkich nas, którzy mamy świadomość roli górnictwa w kształtowaniu się górnośląskiej przestrzeni zarówno tej fizycznej, jak i kulturowej.
Wspólny śpiew ważnym elementem kultury górniczej
Znaczącą częścią przestrzeni kulturowej jest górniczy folklor muzyczny, przede wszystkim pieśni i piosenki. Wspólnotowe śpiewanie, w trakcie którego utwory były wykonywane zarówno w czasie świętowania o charakterze religijnym, spotkań korporacyjnych spółek zajmujących się wydobywaniem kopalin (a więc gwarectw), ale także w czasie pracy, w czasie przerw na odpoczynek[2], było częścią górniczej kultury od XVI wieku. Jedne z najwcześniejszych utworów powstały między innymi dla górników kruszcowych w Górach Harzu. Do takich zalicza się pieśń „Zieleni się jodła”, która przetłumaczona została po raz pierwszy na język polski przez cesarsko-królewskiego inżyniera Zdzisława Kamińskiego w 1898 roku.
Górnicza kultura muzyczna na Górnym Śląsku na przełomie XIX i XX wieku nie była tworzona jedynie przez orkiestry górnicze, gdyż te były wówczas zjawiskiem stosunkowo nowym. Przy kopalniach w tym czasie działały chóry męskie, które wykonywały między innymi utwory o tematyce górniczej oraz regionalnej. Taki funkcjonował na przykład w Borsigwerku (część Biskupic, obecnie dzielnicy Zabrza); było to Męskie Towarzystwo Śpiewacze (Männer-Gesang-Verein), działające od 1875 roku, którego członkowie rekrutowali się spośród pracowników „kombinatu” górniczo-hutniczo-koksowniczego. Trzeba jednak podkreślić, że znacząca część górniczego folkloru śpiewaczego ma rodowód oddolny i składają się nań polskie ludowe piosenki górnicze, które od końca XIX stulecia do lat 30. wieku XX rejestrowali górnicy, etnografowie amatorzy: Feliks Musialik i Łukasz Wallis z Rozbarku (obecnie dzielnica Bytomia). Ich kolekcja zawierała wyłącznie folklor związany z polskim żywiołem językowym, a niewielka część zebranego przez nich materiału, głównie piosenki, których przewodnim tematem jest praca, ukazała się drukiem między innymi w 1954 roku, w tomie z przedmową Marii Żywirskiej, ówczesnej dyrektor Związkowego Muzeum Górniczego w Sosnowcu. Większość „Pieśni górniczych Górnego Śląska” zarejestrowana została przez Stanisława Wallisa w latach 50. XX wieku:
Górnik ci ja, górnik,
pod ziemią pracuja,
a jak szychta już zrobióna,
na wierch wylazuja.
Na dobrym filorze
to nie jest robota,
bo sie wągle samo sypie,
jak pszenicka złota.
Ale jak na brzuchu
musis leźć do dziury,
to dopiero sie narobis,
skalecys pazury.
Teroz to już lepi,
bo kombajn pracuje,
a na taśmie wągiel idzie,
górnik się raduje[3]
O czym górnicy śpiewali?
Od połowy minionego stulecia pieśni i piosenki spisywał i nagrywał profesor etnografii Adolf Dygacz. Na podstawie zebranego przez siebie materiału wydzielił grupę utworów związanych tematycznie z górnictwem. Z całością jego badawczej spuścizny można się zapoznać korzystając ze Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, a wyselekcjonowane utwory zostały trzykrotnie wydane drukiem[4]. Na przełomie wieków XIX i XX, kiedy kultura górnicza na Górnym Śląsku była już ugruntowanym zjawiskiem, utwory te publikowano w śpiewnikach, których odbiorcami byli zatrudnieni w kopalniach. Jednym z nich jest książeczka „Ładny śpiew górnika zabierającego się do pracy i we wszystkich Zgromadzeniach Górniczych. Zawierający w sobie moralne słowa i rozweselenie ducha Górnika” wydana w 1890 roku w Piekarach w drukarni Teofila Nowackiego. Znajdują się w niej pieśni kierowane do świętej Barbary („Na dzień świętej Barbary”), pieśni o realiach górniczej pracy (na przykład [inc.] „Dzisiaj się tutaj cieszmy…”, [inc.] „Cóż górnikowi trzeba…”, [inc.] „Glück auf dzisiaj wołajmy…”) oraz piosenki biesiadne ([inc.] „Siadajmy bracia do tego stoła…”, „Rozbrat z piwem”). Najliczebniejsze pieśni biesiadne podkreślały wartość wspólnej zabawy w gronie kamratów, ale zawierały także sporą dozę rozsądku:
O jak nam dzisiaj wesoło,
Żeśmy się tu zeszli w koło;
Wespół z tobą pomówimy,
I nieco też wypijemy,
Lecz z miernością i w porządku,
By nie leżał, który w kątku
(…)[5].
Mimo wysiłku badaczy, mimo zachowania się tekstów, utwory te nie zyskały znaczącej popularności. Ich publiczne wykonania mają charakter okazjonalny (na przykład w ramach obchodów Barbórki).
Na zasób górniczych pieśni wykonywanych współcześnie składa się zaledwie kilka utworów o rodowodzie XIX-wiecznym i starszym. Większość z nich popadła w zapomnienie z powodu licznych przekształceń o charakterze zawodowym i społecznym, między innymi zmiany charakteru pracy przy wydobyciu (mechanizacja) oraz wymianie ludności na Górnym Śląsku po 1945 roku. Naturalną okazją do śpiewania nie jest już wspólna droga z domu do kopalni, a świętowanie Barbórki. Znane i lubiane piosenki i pieśni (górnicze, biesiadne, regionalne) wybrzmiewają każdego roku od połowy listopada do początku grudnia. Wspólne górnicze śpiewanie łączy się niemal wyłącznie z biesiadowaniem przy piwie, czyli z: karczmami piwnymi, karczmami górniczymi, gwarkami, Barbórkowymi spotkaniami gwarków, biesiadami. Ich silnie umocowanie w górnośląskiej kulturze świadczy z kolei o trwałości i żywotności tej tradycji, która sięga XVIII wieku, a wyrasta z dwóch korzeni – pruskiego (niemieckiego) i austriackiego.
Wcześniej nie świętowano hucznie
W części Górnego Śląska znajdującej się w granicach Prus huczne celebrowanie Barbórki w 2. połowie XIX wieku ze śpiewem, muzyką i tańcami, było nie do pomyślenia ze względu na to, iż 4 grudnia przypadał w Adwencie. Zgodnie z przykazaniami Kościoła katolickiego był to czas „zakazany” (dziś Adwent to „radosne oczekiwanie”), kiedy nie było wolno takich spotkań organizować, więc przebieg Barbórki odbywał się na linii: kopalnia – kościół – restauracja (gdzie jubilatów podejmowano obiadem). Wspólnototwórcze znaczenie radosnego świętowania grupy zawodowej było jednak na tyle ważne, że około 1861 roku dyrekcje kopalń podjęły decyzję o organizowaniu latem zabaw dla górników i ich rodzin. Miały one charakter święta zakładowego, festynu dla górników i ich rodzin. Bezpośrednią inspiracją był Bergfest, święto górnicze związane z odkryciem 16 lipca 1784 roku złóż rud ołowiu i srebra w szybie „Rudolfina” „Królewskiej Kopalni Fryderyk” („Königliche Friedrichsgrube”) w Tarnowskich Górach. Kopalnie węgla kamiennego przejęły schemat święta, na który składały się: msza w intencji górników i ich rodzin w godzinach porannych, a po południu zabawa taneczna, atrakcje dla dzieci, poczęstunek, którego częścią były: kiełbasa, bułka i piwo. Ważnym elementem biesiadowania było wykonywanie pieśni górniczych, śpiewanych w językach polskim i niemieckim. Po zakończeniu I wojny światowej kopalnie rezygnowały z organizacji dwóch uroczystości w ciągu roku (Barbórki i święta zakładowego) z powodu kryzysu ekonomicznego i w ten sposób uroczystości grudniowe stały się bardziej huczne – po południu i wieczorami odbywały się piwne górnicze biesiady, choć bez udziału lisów i skoku przez skórę.
Skok przez skórę
Zwyczaj ten z kolei narodził się wśród studentów, bowiem do dzisiaj, między innymi w Niemczech i Austrii, jest praktykowany jako inicjacja uniwersytecka. Od XVIII wieku nowi studenci (zazwyczaj pierwszego roku), nazywani fuksami, a więc lisami, byli wprowadzani w uczelniane życie przez kolegę starszego wiekiem i studenckim stażem, zwanego Lisem-Majorem (der Fuchsmajor). Zdawali oni „egzamin”, a całe wydarzenie kończyło się uroczystą biesiadą piwną. Uczestniczyli w niej wszyscy członkowie danej studenckiej korporacji – lisy bawiły się pod nadzorem prezydium. Młodzi mężczyźni studiujący w Akademii Górniczej w Leoben w Austrii również poddawali się takiej inicjacji, ale już przystosowanej do górniczej tradycji, a rytuał ten był organizowany 4 grudnia, w dniu liturgicznego wspomnienia świętej Barbary, patronki górników otaczanej w Austrii czcią. Rytuał wiązał się bowiem ze skokiem przez „skórę” (der Ledersprung). Przyszli inżynierowie górnictwa musieli wszystkim głośno się przedstawić odpowiadając na pytania: „Twoje imię?”, „Twoje pochodzenie?”, „Twój stan?” i „Twoje motto?”. Następnie należało wypić kufel piwa i skoczyć, co pieczętowało przynależność do studenckiego grona. Owa „skóra”, przez którą skakano, to jeden z najstarszych, bo wywodzących się ze średniowiecza, symboli górniczego statusu. Był to rodzaj skórzanego fartucha zakładanego jako odzież ochronna podczas pracy przez tych, którzy posiedli trudny kunszt wydobywania kopalin spod ziemi. Z biegiem czasu przestał być używany w pracy, a zyskał znaczenie paradne – zakładano go do munduru górniczego.
Czynili tak również liczni polscy studenci, pochodzący głównie z Galicji, którzy w 1878 roku utworzyli korporację o nazwie Czytelnia Polska Akademików Górniczych. Aby zostać jej członkiem przyszli inżynierowie górnictwa musieli poddać się rytuałowi immatrykulacyjnemu (przyjęciu w poczet studentów), który przebiegał tak samo, jak ceremoniał ogólnouczelniany. Jego pamiątką we współczesnej kulturze górniczej jest pieśń „Pochód lisów”. Dalszy ciąg uroczystości miał już wyłącznie ludyczny charakter – była to zabawa ze śpiewem na ustach i piwem w kuflach określana jako „karczma” (die Kneipe). W przypadku, gdy rytuał odbywa się w gronie górników, skok przez skórę do dziś oznacza przejście do „górniczego stanu”. Jedna z górniczych pieśni, pod tytułem „Bergmannsstand” („Górniczy stan”) była (i jest) wykonywana przez uczestników wydarzenia od połowy XIX wieku.

Pieśń ta jest doskonale znana każdemu górnikowi w Polsce, ponieważ jej tekst został po raz pierwszy przetłumaczony na język polski przez Zdzisława Kamińskiego, który swój dyplom odebrał w Leoben. Pieśń zaczynająca się od słów „Górniczy Stan hej!, Niech nam żyje” została opublikowana po raz pierwszy przez Związek Górników i Hutników Polskich w Austrii w 1898 roku we Lwowie. Pierwowzór powszechnie śpiewanego hymnu górniczego, jak i wiele innych górniczych piosenek przetłumaczonych na język polski, był popularyzowany przez Związek Polskich Studentów w Leoben. To właśnie absolwenci z Leoben przenieśli obrzędowość karczmy piwnej na grunt Polski po 1918 roku, po odzyskaniu niepodległości. Tradycja ta zaczęła się rozwijać w Akademii Górniczej w Krakowie i była praktykowana nawet po II wojnie światowej, ale przez kolejne 40 lat wyłącznie jako element życia studenckiego Akademii Górniczo-Hutniczej.
Od uroczystych bali po karczmy piwne
Nie oznacza to, że górnicy nie bawili się w czasie Barbórki, jednak model świętowania oraz charakter samego święta zmienił się znacząco po 1948 roku. Władze Polski Ludowej wprowadziły Dzień Górnika, z którego wyłączone miały być uroczystości religijne oraz nadawanie odznaczeń jubilatom górniczym i zasłużonym (te drugie chciano przenieść na 1 Maja). Jednocześnie zaproponowano górnikom rozrywkę o zupełnie innym charakterze – bale dla, głównie zasłużonych, górników. Odbywały się one w godzinach wieczornych, jeszcze w połowie lat 50. pisano na łamach prasy, że są to „tradycyjne zabawy barbórkowe”. Spotkania te miały charakter głównie taneczny, do kultury górniczej (a także regionalnej) włączono utwory, których linia melodyczna zachęcała do tańca. W takich okolicznościach w 1948 roku przygotowano nowe (dziś używane) linie melodyczne piosenek ludowych, na przykład „Poszła Karolinka” oraz komponowano modne wówczas walczyki, jak „Walczyk tramwajarski”. Jeden z wziętych wówczas autorów, Zygmunt Piestrak napisał między innymi „Walczyk górniczy”, obecnie bardzo lubianą pieśń. Bale górnicze były organizowane przez kopalnie, poszczególne zjednoczenia przemysłu węglowego oraz Związek Zawodowy Górników w Polsce i Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego. Huczny bal w 1949 roku odbył się w Domu Górnika w Sosnowcu, a uczestniczyło w nim 280 górników wraz z żonami i 230 gości z Warszawy, władz regionalnych i branżowych. W trakcie zabaw włodarze Polski Ludowej serwowali wódkę, którą toasty wznosili między innymi Bolesław Bierut i Aleksander Zawadzki. Alkohol ten wchodził także w skład tak zwanego „deputatu barburkowego”[6], jaki pracujący w kopalniach otrzymywali do końca lat 70. XX wieku. W tym czasie imprezy z okazji Dnia Górnika dostosowywano do aktualnej mody spędzania wolnego czasu – bale były zastępowane przez wieczorki taneczne, potańcówki, a nawet dyskoteki. W ich trakcie nie śpiewano górniczych pieśni i biesiadnych, regionalnych piosenek, nie tworzono śpiewników, ponieważ repertuar muzyczny był z góry określony przez organizatorów, a charakter imprezy był wyłącznie taneczny. Można śmiało powiedzieć, że zmiana piwa na wódkę, a przede wszystkim zmiana charakteru Barbórkowego świętowania była zmianą kulturową, której jednym z efektów miało być odejście komunistycznej klasy robotniczej na Górnym Śląsku od tradycji.


Nie oznaczało to jednak, że górnicy węgla kamiennego godzili się z odrywaniem ich od dziedzictwa. W 1967 roku, w zagłębiu dolnośląskim odżyły górnicze spotkania organizowane przez zatrudnionych tam absolwentów Akademii Górniczo-Hutniczej – pomysłodawcą pierwszej „Biesiady Piwnej” był profesor Witold Żabicki, asystent profesora Witolda Budryka. Z nieco mniejszym impetem i nieco później, bo w 2. połowie lat 70. XX wieku pieśni górnicze odżyły w niektórych rybnickich kopalniach, w których odbywały się „Gwarki”. Były to jednak imprezy o charakterze oddolnym, organizowane między innymi przez lokalne koła Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa, których nie włączano do oficjalnych obchodów Dnia Górnika. Imprezy te utrzymały swój lokalny charakter do zniesienia stanu wojennego, czyli do 1983 roku. Od tego czasu regularnie organizowano spotkania, które coraz częściej nazywane były „karczmami piwnymi”, a szczegółowe scenariusze opracowywali między innymi wyznaczeni pracownicy kopalń. Karczmy były finansowane przez kopalnie, a na potrzeby ich organizacji wynajmowano na przykład hale widowiskowe, domy kultury. Imprezy te gromadziły nawet kilkuset górników, choć do udziału upoważniały zaproszenia. Wraz z upowszechnieniem się karczm piwnych w kopalniach węgla kamiennego, zmienił się ich przebieg. Scenariusz imprezy uległ pewnemu ujednoliceniu opierając się na rywalizacji dwóch ław (lewej i prawej) w obecności „prezydium nieomylnego w sprawach piwnych” i obecnie coraz bardziej przypomina specjalnie przygotowane widowisko. Uczestnicy mieli obowiązek stawić się na karczmę w mundurach, choć goście ich nie posiadający także brali udział we wspólnej zabawie. Co jednak najważniejsze, ustalił się kanon pieśni i piosenek śpiewanych, które od tego czasu były (i są) publikowane w specjalnych śpiewnikach.
Barbórkowe śpiewniki i nowe piosenki
Najstarsze takie wydawnictwa drukowane były na kiepskiej jakości papierze techniką powielania oryginału przygotowanego na maszynie do pisania, co sprawdzało się przy druku o niskim nakładzie. Okładki często wykonywali amatorzy wykorzystując zarówno własną inwencję, jak i symbolikę górniczą. O ile na początku lat 80. minionego wieku zasób zamieszczanych w nich pieśni był częściowo ujednolicony (pojawiały się na przykład pieśni wojskowe), w kolejnym dziesięcioleciu zawartość śpiewników była uzależniona wyłącznie od organizatorów. Zróżnicowanie zaczęło być szczególnie widoczne od połowy lat 90. ubiegłego wieku, kiedy kopalnie, włączone w system gospodarki rynkowej, redukując wydatki na cele socjalne, wycofywały się z organizacji karczm piwnych. Podtrzymywanie tradycji wzięły na siebie związki zawodowe oraz stowarzyszenia, na przykład wspomniane Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa. Likwidacja kopalń spowodowała, że organizacja Barbórki i karczmy czy biesiady coraz częściej spada dziś na grupy depozytariuszy, często związanych wspomnieniami z pracy w jednym zakładzie. W tym przypadku to oni decydują o miejscu i przebiegu spotkania oraz o zawartości śpiewnika.
Swoboda w kształtowaniu przebiegu Barbórkowej karczmy piwnej przyczyniła się do poszerzania repertuaru pieśni o utwory komponowane dla uczestników zatrudnionych w konkretnej kopalni, co jest unikalnym elementem karczm piwnych w Jastrzębiu-Zdroju i okolicach. Piosenki nawiązują do wydarzeń znanych wyłącznie określonej społeczności skupionej wokół konkretnej kopalni. Teksty piosenek napisane do znanych melodii ujawniają relację między górnikami a „ich” kopalnią. Bawiący się wspólnie na przełomie XX i XXI wieku chcą, aby kopalnia była ich „Matką i Nadzieją”, która ochroni ich byt, mimo iż „świat się dzisiaj (…) śmieje” z takiego stosunku górników do zakładu pracy. Śpiewający wskazują jednoznacznie na silne wspólnototwórcze oddziaływanie pracy przy wydobyciu węgla, ponieważ deklarują: „»Jas-Mos« to my, wszyscy razem jak w rodzinie”, a w innym utworze wskazują wprost:
Dziś cała załoga, naprawdę gotowa,
by wszystko z siebie dać,
co gotów potwierdzić elektryk
i górnik – cała gwarecka brać.
Interes to wspólny, dobrobyt ogólny
więc bracia wszyscy wraz,
zakaszmy rękawy i dla dobra sprawy –
śpiewajmy jeszcze raz.
Znaczenie pracy ramię w ramię („Braterska więź i pot, i trud nie obce nam”) przeplata się w tych utworach ze wspólnym świętowaniem, ale pojawiają się także realia gospodarczo-społeczne, w jakich znalazło się górnictwo po 1991 roku. Zakończenie wydobycia nie wiąże się wyłącznie z przejściem na emeryturę czy przeniesieniem do innego zakładu górniczej spółki lecz również z utratą ważnego elementu tożsamości budowanej na ciężkiej i odpowiedzialnej pracy oraz kamractwie, na co wskazuje między innymi nowa wersja „Walczyka górniczego”:
Górnicze skarby pod ziemią
jak dawniej ukryte drzemią.
Ni ściany, filara, górnicza dziś wiara
nie kuje do skarbów drogi;
ni ściany, filara, górnicza dziś wiara
to stan niezwykle ubogi.
Piosenki te, przygotowywane specjalnie na karczmy piwne jastrzębskich gwarków, a przez nich udostępnione, mają ogromne znaczenie dla górniczej kultury, a ich autorzy i wykonawcy udowadniają, że górniczy folklor Barbórkowy jest żywym zjawiskiem, zasługującym na wsparcie międzypokoleniowego przekazu. Tym bardziej, że pieśń towarzyszyła górniczej pracy, świętowaniu i wypoczynkowi co najmniej od XVI wieku, a współczesne pieśni jastrzębskie towarzyszą górnikom także w trakcie zmian społecznych, ekonomicznych, stając się elementem coraz bardziej pogórniczej rzeczywistości całej społeczności Jastrzębia.
Przetrwanie dziedzictwa zależy od nas
Święto ma dziś ogromne znaczenie dla tożsamości, szczególnie dla społeczności na terenach pogórniczych. W obliczu zaniku materialnego górniczego dziedzictwa kulturowego, niematerialne dziedzictwo górnicze jest głównym narzędziem utrzymania tożsamości przodków, których praca ukształtowała środowisko, w którym żyją dziś depozytariusze. W obliczu nieuniknionych zmian gospodarczych trwałość niematerialnego dziedzictwa górniczego zależy od siły jego depozytariuszy. W tych okolicznościach obchody Barbórki i pielęgnowanie tradycji górniczych przyczyniają się do zachowania poczucia koleżeństwa i świadomości wspólnoty wśród górników i dziedziczących ich dziedzictwo[7].

dr Beata Piecha-van Schagen
[1] Wniosek o wpis na Krajową Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Barbórka, mps, 2018 r., w posiadaniu autorki.
[2] K.F. Mainka, O śpiewie górnośląskiego górnika, [w:] tegoż, Nie ma, nie ma, jak to bergmankowi, oprac., tłum. S. Rosenbaum, Tarnowskie Góry 2019, s. 129-130.
[3] S. Wallis, Pieśni górnicze z Górnego Śląska, Kraków 1954, s. 22.
[4] A. Dygacz, Śpiewnik pieśni górniczych, Stalinogród 1956, tegoż, Pieśni górnicze. Studium i materiały, Katowice 1960; tegoż, Pieśni górnicze. Wybór i opracowanie, Katowice 1995.
[5] J.C. [pseud.], Ładny śpiewa górnika zabierającego się do pracy i we wszelkich Zgromadzeniach Górniczych…, Niemieckie Piekary, 1890, s. 25.
[6] W okresie Polski Ludowej, do lat 70. XX w. często stosowano pisownię słowa „barburka”, w miejsce nacechowanego regionalnie „Barbórka”, pochodzącego od zdrobnienia imienia Barbara. Rozbieżności w pisowni stały się powodem sporu językoznawczego prowadzonego przez profesorów filologii polskiej, por. B. Piecha-van Schagen, Kult świętej Barbary wśród górników węgla kamiennego w XIX i XX wieku, Zabrze 2018, s. 538-539.
[7] Wniosek o wpis na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości prowadzoną przez UNESCO w oparciu o Konwencję w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego z 2003 r. Barbórka i tradycje górnicze, mps, 2024 r., w posiadaniu autorki.