Piosenki z KWK Zofiówka - Łaźnia Moszczenica

Piosenki z KWK Zofiówka

Piosenka dla Zofiówki

Spójrzcie jak szybko minęło
kopalni 26 już lat.
Mamy za sobą tysiące ton węgla
i tyle ważnych dat.
Tu fedrowało tysiące górników
– no może trochę mniej.
Więc dziś na to święto odsuńmy,
stąd troski i zaśpiewajmy jej.

Refren: Zofiówko – kochana grubo ma.
Dla Ciebie i pot nasz i znów.
Dla Ciebie pójdziemy w bój,
boś ty nas jak matka dzieci swe
tuliła i w noce i w dnie,
w czas dobry i w czasy złe.

Tyś w otoczeniu Boryni i Pniówka,
no Moszczenicy też.
Stąd widok na lasy, Pochwacie
i działki, dziesiątki innych wież.
Choć inni zazdroszczą, my święcie
wierzymy, że to dla Ciebie czas.
Więc dziś na Twe święto odsuńmy
stąd troski i zaśpiewajmy wraz.

Refren: Zofiówko – kochana grubo ma…

Dziś cała załoga, naprawdę gotowa
by wszystko z siebie dać,
co gotów potwierdzić elektryk
i górnik – cała gwarecka brać.
Interes to wspólny, dobrobyt ogólny
– więc bracia wszyscy wraz,
zakaszmy rękawy i dla dobra sprawy – śpiewajmy jeszcze raz.

Refren: Zofiówko – kochana grubo ma…

Parlando: Pozostań więc nadal
naszą żywicielką.
Niech czasy, które idą
będą pomyślne dla Ciebie
i dla wszystkich.
Życzymy Ci wiele pomyślności
i wiele lat dobrego fedrunku.


Groźni panowie

W mieście Rybniku jest urzędów wiele – no nie.
Jeden z tych gorszych stoi przy kościele.
Choć to górnicy ponoć tam pracują,
nas prześladują.

W urzędzie siedzieć nikt tam nie jest skory – no nie.
Po grubach jeżdżą jak prokuratory.
Gdy się pojawią to strach pada blady,
nie ma tu rady.

Po kapsie łupnąć potrafią fachowo – no nie.
Jak chcesz pomocy trap się sama głowo.
Przepisy tylko mają na uwadze
i swoją władzę.

Może zmienicie swe postępowanie – no nie.
Umożliwicie lepsze fedrowanie?
Oto Was prosi dziś górnicza wiara
i Strzecha Stara.


Godzinki górnicze

Jest w Rybniku urząd taki (oj)
co się daje nam we znaki (oj).
Ślepry, sztajgry, dyrektorzy (oj).
Kiery wspomni, zaroz chory (oj, oj, oj, oj).

Bo jak niesie wieść ta gminna (oj)
władza łupać nam powinna (oj).
Wszystkie nasze zaskórniaki (oj)
wydziobują jak ptaki (oj, oj, oj, oj).

Lecz niecałe to zmartwienie (oj)
bo są jeszcze Gwarków cienie (oj).
Jak inspekcje urządzają (oj)
wszystkie grzechy rozliczają (oj, oj, oj, oj).

Na dwie tony sprawozdanie (oj)
każdy swą łopatę dostanie (oj).
Tu brak stempla a tu daty (oj)
i bez premii wal do chaty (oj, oj, oj, oj).

Nasz dyrektor nie jest lepszy (oj),
za byle co nas opieprzy (oj).
Stawka mało, pracy wiela (oj)
świątek, piątek i niedziela (oj, oj, oj, oj).

Bada pado: lebrze stary (oj)
wal do kuchni zmywać gary (oj).
A jak doma zrobię chaja (oj)
to aż popuchną jaja (oj, oj, oj, oj).

Więc choć mosz pełne galoty (oj)
stowej rano do roboty (oj).
A po szychcie pij niemało (oj)
bo to tylko ci zostało (oj, oj, oj, oj).


Piwniczka

Gdy mnie smutek trapi i tęsknota żre,
idę z kolegami do piwniczki swej.
Pod Arkady wpadam, stawiam wina dzban
przy małym stoliczku z mymi kolegami
piosenkę śpiewam Wam (bis).

Piwniczko, piwniczko moja
czemuś tak smutna i zła?
Tyś mi mą młodość zabrała,
zabieraj z nią światło dnia.
A kiedy północ wybije,
dobranoc piwniczko ma,
dobranoc piwniczko.
Czas tak szybko mija
ja do domu muszę iść.

Gdy do domu wracam, smutną minę mam.
Choć tłok na ulicy, a ja jestem sam. 
Piwniczka jak co dzień uśmiechem żegna mnie.
Koledzy zostali, wciąż bawią się dalej,
ja do domu muszę iść (bis).

Dziewczyno, dziewczyno moja
do ramion przytulę Cię.
Może ostatni już ranek,
może ostatni już dzień.
A kiedy północ wybije,
dobranoc piwniczko ma.
Dobranoc piwniczko,
czas tak szybko mija
ja do domu muszę iść


Sobota w Jastrzębiu

Sobota u nas to dzień, najlepszy z dni,
od poniedziałku ten dzień wszystkim się śni.
Bo tu w Jastrzębiu kto tylko żyw,
taszczy do domu skrzyneczkę piw.
A co podwórko, beczka i stół,
na każdym stole: litr albo pół.

Refren: Sobota, sobota, za kufel więc łap,
skończona robota, czas wracać do bab.
Sobota, sobota, raz łyczek, raz żart.
Skończona robota, siadamy do kart.

Myją, szorują na glanc, normalna rzecz.
A młodzi nie wiedzą co, disko czy mecz?
A tu w Jastrzębiu sobotni ruch ,
gdy poza domem, to każdy zuch.
A co familia – rodzinny zjazd
to starzykowie czekają nas.

Refren: Sobota, sobota, dziewczyny już są,
skończona robota, czy każdy ma swą?
Akordeonista dziurawy ma miech,
lecz gra jak za trzech i kocha za trzech.


Do braci Górników

 

Z odległych ziem, nieznanych stron
przybyli bracia mili.
Więc bije serce jakby dzwon 
w radosnej dla nas chwili.
Znów starych druhów zebrał los
dłoń w bratnią dłoń uderzy.
Już się rozlega miły głos
dzwoneczka z naszej wieży.

O dzwoń melodio cudna, dzwoń,
piosenko ukochana.
Kojący balsam w serce roń,
niech się zabliźni rana.
Po ciosach które zadał świat,
co rozwiał sen nasz złoty.
Wszak górnik zawsze zdrów i rad,
trosk nie zna ni tęsknoty.

To my śpiewali niegdyś tak,
w młodzieńcze ufni siły,
w górniczej drogi patrzeć znak,
tak mocno serca biły.
Już resztki złudzeń spadły z nas,
osłabły orle loty.
Za młot, za młot, Szczęść Boże nam,
czas bracia do roboty.